Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
62 posty 37 komentarzy

Godny Ojciec

Godny Ojciec - Jestem Ojcem. Walczę z przemocą i pedofilią instytucjonalną. Od ponad 3 lat bronię rodziny przed nieludzką agresją biurokratów z MOPR. Los nie oszczędził moim najbliższym cierpień i gorzkich doświadczeń. Opisuję je jak umiem by ostrzec kole

Warto jest zaufać Opatrzności Bożej

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Krystyna Górzyńska od lat poświęca swój czas i swoje skromne środki dla wspierania bliźnich, którzy mieli nieszczęście stanąć wobec beznadziejnych pułapek zastawianych przez biurokratyczny system

 

 

 

W czasie najczarniejszej beznadziei, najgorszych przeczuć, kiedy perspektywa nieodwracalnego rozbicia mojej rodziny przestawała być kwestią tylko narastającego prawdopodobieństwa, kiedy bezprawne aresztowanie mnie i wtrącenie do obskurnej psychuszki rodem z koszmarów Sołżenicyna stało się pewnikiem – znów niezawodna Opatrzność Boża przyszła z pomocą. Zesłała nam prawdziwego anioła. Napisałem „znów” bo w ciągu minionych trzech lat zdarzyły się podobnej wagi cuda kilkukrotnie. Wkrótce postaram się również te historie przybliżyć czytelnikom. Teraz jednak zamierzam poświęcić swoją uwagę cudowności niespodziewanej odsieczy jaka przybyła nam na ratunek w momencie najwłaściwszym, czyli dokładnie wtedy, gdy zewsząd otoczył nas szczelnie mur ludzkiej obojętności, wyobcowania i bezradności - i pozostawało już tylko się modlić.

Był to bardzo profesjonalny Anioł, doświadczony w bojach z bezprawiem i podziemiem sądowo-psychiatrycznym, biegły w wieloletnim tropieniu i dokumentowaniu nadużyć wymiaru sprawiedliwości - jak się okazuje szeroko rozpowszechnionych w Polsce. Anioł okazał się misjonarką, skromną dziennikarką i społeczną blogerką o nicku „rebeliantka”.

Porażającą przyniosła wiedzę ta rebeliantka... Świadomość znalezienia się w opałach porównywalnych tylko z tymi, które dotknęły takich tytanów antygenderowej opozycji jak doktor Kękuś nie wbijała mnie raczej w samozadowolenie czy dumę. To były treści z gatunku tych, których nikt o zdrowych zmysłach nie życzy sobie przyjmować dobrowolnie, wypiera się ich raczej z całej siły, lub ucieka jak od najzłośliwszego nowotworu. Na początku... bo później nie ma skuteczniejszej broni niż ta wiedza.

Nawet uwzględniając fakt, iż od trzech lat nie byłem już nieświadomym realnych zagrożeń „żuczkiem” - czyli przeciętnym mieszkańcem kraju nad Wisłą; że pilnie się uczyłem od kiedy do mojego domu zapukało czyste zło z zamiarem totalnej destrukcji zapoczątkowanej sprofanowaniem jego sacrum. Rozumiałem przecież doskonale, że groźby wtrącenia do piekła mnie i całej mojej rodziny to nie były czcze przechwałki wykoślawionego psychicznie mitomana uwielbiającego dzieci. Chociaż do dziś trudno jest mojemu rozsądkowi przyjąć do wiadomości iż „szatańska ta obietnica” została wypełniona nieomal w całości i gdyby nie...

Rebeliantka, czyli Krystyna Górzyńska spadła mojej rodzinie po prostu z nieba - i to w ostatniej chwili. Czyli dokładnie stamtąd dokąd od miesięcy kierowaliśmy nasze modły w intencji wybawienia z opresji, nawrócenia oprawców i miłosierdzia dla nas wszystkich uwikłanych w historie zgniłe i siarką śmierdzące.

Krystyna Górzyńska od lat poświęca swój czas i swoje skromne środki dla wspierania bliźnich, którzy mieli nieszczęście stanąć wobec beznadziejnych pułapek zastawianych przez biurokratyczny system. To właśnie ta kobieta dodała mi otuchy kiedy jej najbardziej potrzebowałem, wsparła modlitwą i zachęciła do dalszej walki. Jak na prawdziwą „rebeliantkę” przystało udzieliła mi bezcennych rad, które okazały się skuteczne, celne i precyzyjne jak światło lasera. Tylko dzięki nim ludzie, którzy przez ostatni rok zastawiali perfidne pułapki w celu przyspawania do mojej osoby etykiety wariata, w końcu sami w te pułapki powpadali.

Nieuchronnie zbliżał się termin zgłoszenia się w szpitalu psychiatrycznym, zakreślony nakazem sędziego Krzysztofa Kotyni. Nikogo nie obchodziło, że w świetle obowiązujących przepisów sąd nie miał w ogóle prawa takiego nakazu wydać, zwłaszcza, że nakaz ów mieszał dwa porządki i idealnie nadawał się na podstawę skargi do Trybunału Praw Człowieka w Sztrasburgu. Z jednej strony stosował przymus podparty groźbą użycia przemocy fizycznej, z drugiej strony zakładał uległość, którą post factum mógł zinterpretować jako dobrowolne poddanie się badaniom psychiatrycznym, lub wręcz prośbę o pomoc medyczną.

Wielu Polaków dało się już podejść w taki sposób. Żeby uciąć przewidywane oczekiwania sądu należało we właściwym momencie grzecznie, ale kategorycznie odmówić poddania się badaniom psychiatrycznym koniecznie dokumentując ten fakt w sposób uniemożliwiający wszelkie naciągane interpretacje. W tym celu przygotowałem sobie pismo adresowane do psychiatrów, które po skrupulatnym wykonaniu nakazu, czyli zgłoszeniu się we wskazanym przez sąd miejscu o wskazanym czasie, wręczyłem wymienionym i poprosiłem o poświadczenie jego otrzymania. Następnie opuściłem to smutne miejsce.

W ten sposób uzyskałem pisemny dowód, iż odmówiłem jakiejkolwiek współpracy opartej na tzw dobrowolności. A ponieważ w nakazie nie wskazano żadnych biegłych upoważnionych do przeprowadzenia badań pod przymusem nikt nie miał prawa mnie zatrzymywać. Oczywiście liczyliśmy się z możliwością zatrzymania bezprawnego i różnymi innymi trickami, które w epoce panowania PO byłyby na porządku dziennym.

I tu najbardziej przydała się obecność i wsparcie pani redaktor Krystyny Górzyńskiej „rebeliantki”, która przez cały czas była ze mną w kontakcie telefonicznym. Można powiedzieć że ubezpieczała mnie bo w razie jakichkolwiek nieprawidłowości miała natychmiast zaalarmować Opinię Publiczną, Kancelarię Prezydenta Andrzeja Dudy, Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i kogo się tylko da. Oczywiście wszystkie te nasze rachuby nie miałyby żadnego sensu w czasach premiera Tuska, kiedy to sądy mogły sobie pozwolić nawet na procesy zupełnie kiblowe, jak na przykład ten sprzed ponad dwóch lat, który opisałem w notce pod tytułem: „Godziny które wstrząsnęły moim światem - czyli bal u wampirów” (http://niepoprawni.pl/blog/godny-ojciec/godziny-ktore-wstrzasnely-moim-swiatem-czyli-bal-u-wampirow)

A oto treść pisma jakie wręczyłem psychiatrom – jest sprawdzone w boju - z pewnością może się przydać jeszcze wielu:


 

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny

W Zgierzu

Dotyczy: wezwania na badanie psychiatryczno-sądowe w sprawie Sądu Rejonowego w Skierniewicach sygn. Akt II K 114/14

 

Informacja dla biegłych psychiatrów

 

Uprzejmie informuję, iż odmawiam uczestnictwa w badaniu sądowo-psychiatrycznym, zarządzonym przez Sąd Rejonowy w Skierniewicach postanowieniem z dnia 6.08.2015 r. (K. 303 akt) ze względu na brak podstaw do jego przeprowadzenia.

 

W wyżej wskazanym postanowieniu Sąd nie wskazał jakie konkretnie dowody i okoliczności mają wywoływać uzasadnione wątpliwości Sądu co do mojej poczytalności. Postanowienie w tym kształcie narusza moje dobra osobiste. Naruszane są w ten sposób moje konstytucyjne prawa do rzetelnego procesu (art. 45 ust. 1 Konstytucji).

 

Zgodnie z Uchwałą składu siedmiu sędziów z 16 czerwca 1977 r. (sygn. Akt VII KZP 11/77, OSNKW nr 7-8/1977, poz. 68), której nadano moc zasady prawnej, szczególny charakter dowodu z opinii biegłych lekarzy psychiatrów przemawia „za koniecznością ograniczenia dopuszczalności poddania oskarżonego badaniu tych biegłych w celu wydania opinii o stanie jego zdrowia psychicznego tylko do tych wypadków, w których zachodzą uzasadnione – a więc oparte na konkretnych okolicznościach i dowodach – wątpliwości w tym względzie”.

 

Jednocześnie informuję, iż w dniu 26 kwietnia 2016.r. Złożyłem ponowny wniosek o uchylenie Postanowienia o przeprowadzeniu dowodu z opinii biegłych psychiatrów (kopia w załączeniu).

W dniu dzisiejszym zgłaszam się do szpitala – zgodnie z wezwaniem Sądu z dnia 5.04.2016 r. - w celu uniknięcia przymusowego doprowadzania mnie, związanej z tym traumy dla członków mojej rodziny i naruszenia naszego dobrego imienia w środowisku.

 

Nadto informuję, że nie mogę przedłożyć biegłym (nieznanym mi obecnie z nazwiska, gdyż nigdy nie otrzymałem tych informacji do wiadomości) żadnych dokumentów dotyczących stanu zdrowia, gdyż takich dokumentów nie posiadam. Nigdy bowiem nie leczyłem się psychiatrycznie, jak również nigdy nie uczestniczyłem w żadnych badaniach dotyczących stanu mojego zdrowia psychicznego.

Proszę o honorowanie moich praw obywatelskich. Nadto proszę o potwierdzenie odbioru niniejszego pisma.

 

Załączniki:

1/ Ponowny wniosek o uchylenie Postanowienia o przeprowadzeniu dowodu z opinii biegłych psychiatrów z dnia 22 kwietnia 2016.r.

2/ Kopia wezwania na badania z dnia 5.04.2016 r.

 

 

 

 

  kontrowersje.net/rebeliantka_warto_jest_zaufa_opatrzno_ci_bo_ej

KOMENTARZE

  • Nie chcą ujawnić, co mają.
    Sędziowie składają oświadczenia majątkowe, ale nie wszyscy. Ostatniego dnia czerwca minął termin publikacji oświadczeń majątkowych sędziów za 2016 rok. Przepis wprowadzono pomimo krzyków przedstawicieli „nadzwyczajnej kasty”. Najczęściej podnosili argument, że narażone zostanie bezpieczeństwo ich samych lub członków rodziny. Spora grupa wykorzystała kruczek prawny, aby nie ujawnić, czego się dorobili.

    - Nie mam nic przeciwko składaniu oświadczeń majątkowych do właściwych służb, zresztą to jest robione, ale publiczne pokazywanie, co kto posiada, naraża na niebezpieczeństwo – twierdzi w rozmowie z „Codzienną” sędzia Waldemar Żurek, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa (sam nie pokazał publicznie, ile zarobił w trakcie zawodowej kariery).

    W podobny sposób protestowały stowarzyszenia skupiające sędziów. Ich lament na niewiele się zdał. Pod koniec zeszłego roku Sejm przyjął ustawę, która skutkuje obowiązkiem publikacji oświadczeń majątkowych sędziów w Biuletynie Informacji Publicznej nie później niż do 30 czerwca danego roku.

    Sędziowie musieli ujawnić nie tylko posiadane nieruchomości (domy i mieszkania), ale również samochody i ruchomości warte powyżej 10 tys. zł. Oczywiście tajemnicą pozostają adresy czy numery rejestracyjne pojazdów.

    Pojawił się jednak niespodziewany problem, który wykorzystała spora grupa sędziów. Ponieważ ustawa wchodziła w życie 6 stycznia, niektórzy natychmiast skorzystali z kruczka prawnego. Nie chcąc ujawnić, jakim majątkiem dysponują, złożyli oświadczenia wcześniej. Tak zrobił właśnie wspomniany Waldemar Żurek, Bartłomiej Przymusiński ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, a na stronie Sądu Apelacyjnego w Warszawie nie znaleźliśmy oświadczenia bodaj najsłynniejszego obecnie sędziego Wojciecha Łączewskiego. – Ze względów bezpieczeństwa – krótko tłumaczy niechęć pokazania majątku sędzia Przymusiński.

    Zrobiła tak też spora grupa sędziów Sądu Najwyższego. Poza tym niektórzy składali wnioski o nadanie klauzuli tajności „zastrzeżone” dla oświadczenia majątkowego.
    – Złożyło je 25 sędziów, a w 15 wypadkach zostały uwzględnione – przyznaje „GPC” Agata Raczkowska z Zespołu Prasowego Sądu Najwyższego.

    Niemal wszyscy sędziowie protestujący przeciwko jawności oświadczeń majątkowych używają tych samych argumentów – kwestii bezpieczeństwa, rzekomego zagrożenia napadem, kidnapingiem, zemstą... Podobne przepisy od kilkunastu miesięcy dotyczą też prokuratorów.
    – Nie słyszałam o żadnym wypadku przestępstwa przeciwko prokuratorowi, które byłoby związane z jawnością oświadczeń majątkowych – przyznała wczoraj „Codziennej” Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej.

    Więcej na ten temat w "Gazecie Polskiej Codziennie"

    Z kolei Polska Agencja Prasowa przeanalizowała niektóre oświadczenia majątkowe. Poniżej kilka przykładów:

    Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Małgorzata Kluziak ujawniła - w ramach wspólnoty małżeńskiej - dom o pow. 220 m kw., działkę budowlaną o pow. 235 m, 120 tys. zł, samochód i "komplet mebli". Jej mąż ma 27 udziałów w spółce, które nie przekraczają 10 proc. jej kapitału.

    Prezes Sądu Okręgowego-Warszawa Praga Paweł Iwaniuk napisał, że - w ramach wspólnoty małżeńskiej - ma mieszkanie o pow. 117 m kw. i samochód z 2008 r.; 42 tys. zł "majątku osobistego", a także jednostki uczestnictwa w trzech ubezpieczeniowych funduszach kapitałowych. Ujawnił, że w 2006 r. wziął wraz z żoną na 30 lat kredyt "frankowy" o wartości 609 tys. zł na "wybudowanie i zakup lokalu mieszkalnego". Na 31 grudnia 2016 r. do spłaty pozostała równowartość 830 tys. zł. Ponadto Iwaniuk wziął też odnawialny kredyt konsumpcyjny w wysokości 27 tys. zł oraz 150 tys. zł pożyczki od sądu apelacyjnego na "potrzeby mieszkaniowe".

    Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Beata Waś ujawniła, że ma - w ramach wspólnoty małżeńskiej - dom o pow. 220 m kw. oraz dwie działki - o pow. 1000 m kw. (niezabudowana) oraz o pow. 7800 m kw., zabudowaną "domkiem letniskowym" oraz 40 tys. zł i 4 tys. dolarów. Ma też 1/2 udziału w mieszkaniu o pow. 56 m kw. jako majątek odrębny; auto Toyota Corrolla z 2014 r. i pierścionek wartości 20 tys. zł. Zaciągnęła 290 tys. kredytu hipotecznego i 40 tys. zł kredytu konsumpcyjnego.

    Ps...Zacząć od tych którzy nie złożyli oświadczeń, powinny posypać się wnioski do prezydenta o odwołanie, ze względu na jawne złamanie obowiązującego prawa. Czego się spodziewacie ze mafia w togach ujawni swój majątek zdobyty w szemrany sposób ? Co drugi w " rejonówkach " po dwudziestu latach ma majątek na który w sposób legalny musieliby pracować i oszczędzać przez 300 lat ! O tych z okręgowych czy apelacyjnych lepiej nie pisać a im wyżej tym gorzej ! Nie chcą ujawniać, bo większość z nich to sprzedajna i skorumpowana hołota. Tylko opcja zerowa może to zmienić. Panie Prezesie, jak długo uczciwi Polacy, będą musieli patrzeć na to gówno i słuchać o sędziach złodziejach pendrivów, wkrętarek i kiełbas, czy molestujących podwładne, etc..etc..? Ta banda jest po prostu zdemoralizowana. Parszywe elity prawnicze dostały pięścią w nos od Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdzie złożyli skargę na rząd i min. Ziobrę. Pochwalcie się swoją porażką paniska zwane prokuratorami i sędziami, pochwalcie się. ETP Człowieka przyznał racje Ministrowie Ziobrze, gangrenę trzeba usunąć z wymiaru sprawiedliwości i to szybko. Min.Ziobro zdegradował paniska o jedną dwie, trzy stanowiska w dół, a oni w te pędy do Strasburga a tu czekała ich pięść prosto w nos. - niepoprawni.pl Dlaczego nie pisze się o tym sukcesie rządu i min.Ziobry? Liczę na red. M. Rachonia z TVP INFO.
  • Sędziokracja...
    Przeważająca większość z nas ocenia negatywnie sądy jako niewydolne, niesprawiedliwe i skorumpowane. Sędziowie chcąc czy nie, wkrótce staną przed koniecznością akceptacji głębokich reform. Każdy, kto nawet tylko powierzchownie zetknął się z polskim sądownictwem w praktyce, ma pełną świadomość, że jest to siedlisko patologii. Sędziowie przekonani o swojej wyjątkowości i nieomylności stali się najważniejszą kastą sprawującą dożywotnio władzę, która nie podlega żadnej weryfikacji.

    Skansen PRL-u.

    Polskie sądy są skażone postkomunizmem. System z PRL-u, państwa totalitarnego, został przeniesiony w realia demokracji. Z połączenia najgorszych cech obu modeli powstało polskie sądownictwo. Kolejne próby reform skończyły się fiaskiem. Zamiast skupić się na kadrach, przeprowadzano fasadowe działania, takie jak akcja promowania mediacji czy elektroniczny dostęp do systemów informatycznych sądów. Tymczasem głównym problemem polskich sądów są sami sędziowie. Polski sędzia, musi chodzić do pracy, której nie traktuje jako powołania, ale jako przymus. W przeciwieństwie do statystycznego Kowalskiego sędzia nie ma określonych godzin pracy. Sami sędziowie określają to mianem zadaniowego czasu pracy. W każdym innym zawodzie i branży oznacza to konieczność pracy powyżej ustawowych 8 godzin. Ale nie dla sędziów. Na przykład powszechną praktyką w warszawskich sądach jest przychodzenie sędziów do pracy na 2-3 godziny dziennie. Nie ewidencjonuje się czasu pracy sędziów, zaś próby dokonania tego kończyły się histerycznymi reakcjami środowiska. Mimo natłoku spraw sędzia polski nie poczuwa się w obowiązku pracy nawet w ramach ustawowej normy 8 godzin dziennie z jednego zasadniczego powodu: jest nie do ruszenia i nic mu nie można zrobić. W ramach gwarancji niezależności i niezawisłości sędziowskiej, nominacja na sędziego oznacza dożywotnie zatrudnienie i znaczne dochody. Popularny żart głosi, że sędziowie są niezawiśli także od pracy. Sędziowie są w praktyce nieusuwalni z urzędu, co jest największą wadą polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ich wiedza i sposób pracy nie podlega żadnej weryfikacji. Nie podlegają naturalnemu prawu rynku, gdzie lepsi zastępują gorszych. Sędziowie są niezawiśli od weryfikacji zawodowych dokonań. Sędzia w ramach swojej niezawisłości i niezależności może, nie bacząc na stanowisko Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, dokonać własnej niezależnej od nikogo oceny stanu faktycznego i prawnego danej sprawy. Potwierdzają to takie przykłady jak np. sprawa sędziego Ryszarda Milewskiego z Gdańska, który padł ofiarą prowokacji dziennikarskiej, skutkiem której wyszło na jaw, że niezależny sędzia był gotów spełniać oczekiwania władzy dotyczące sprawy właściciela Amber Gold, bulwersującej opinię publiczną. Mimo tak nagannego zachowania, które powinno skutkować wydaleniem z zawodu, sędzia Milewski został jedynie za karę delegowany do Sądu Okręgowego w Białymstoku.

    Asystenci, czyli kto naprawdę sądzi.

    W ramach reformy sądownictwa wprowadzono instytucję asystentów sędziego. Zaczęła się ona rozpowszechniać w sądach wraz z likwidacją stanowiska asesorów (osoby, które skończyły aplikacje sądowe) sądowych, którzy oczekując na nominację sędziowską odciążali sędziów od ich bieżących obowiązków. Instytucja ta została uznana za niezgodną z Konstytucją przez Trybunał Konstytucyjny w zakresie, w jakim asesorzy wykonywali pracę sędziów. Odpowiedzią na powstałe braki kadrowe miała stać się właśnie instytucja asystenta sędziego. Niestety wadliwa praktyka spowodowała powstanie patologii w niezliczonych wydziałach sądowych. Dziś to asystenci wykonują większość pracy za sędziów. Przygotowują projekty orzeczeń (wyroków i postanowień). Referują sprawy, na które wybiera się sędzia, przygotowują wyroki, które mają zapaść. Największą część czasu pracy asystenta zajmuje przygotowywanie pisemnych uzasadnień wyroków, doręczanych stronie na jej żądanie. Przygotowują również te wygłaszane ustnie przez sędziów. W sądach normą stało się, że część asystentów zwyczajnie zabiera akta sądowe do domu i już po godzinach pracy, w zaciszu domowym, nadrabiają zaległości danego sędziego. Asystenci to osoby z prawniczym wykształceniem najczęściej jeszcze w trakcie aplikacji zawodowej (adwokackiej, radcowskiej itp.). Często są poddawani mobbingowi, zmuszani do pracy w godzinach nadliczbowych, bez ewidencji czasu pracy. Czarną plamą na honorze polskich sądów jest zatrudnianie asystentów sędziów na umowach zlecenia lub za pośrednictwem agencji pracy tymczasowych. Jak wskazał raport Najwyższej Izby Kontroli z 2015 r. zatrudnienie asystentów sędziów nazywanych koordynatorami prawnymi za pośrednictwem agencji prac tymczasowych jest wątpliwe nie tylko z moralnego punktu widzenia. Sądy warszawskiej apelacji (wszystkie sądy podlegające Sądowi Apelacyjnemu w Warszawie) w związku z zatrudnianiem pracowników za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej poniosły koszty znacznie większe (o 3,5 mln zł) niż gdyby same zdecydowały się zatrudnić pracowników sądu. Jak wykazała kontrola NIK tylko w czterech sądach apelacji warszawskiej wydatki na agencje pracy tymczasowej wyniosły niemal 15 mln złotych, co stanowiło 5,6 proc. wynagrodzeń wypłaconych w tych sądach. Oznacza to, że niemal cała obsługa administracyjna oraz biurowa sądów stanowiła znikomą część wynagrodzeń. Dopiero w lipcu 2015 r. Minister Sprawiedliwości przekazał Prezesowi oraz Dyrektorowi Sądu Apelacyjnego w Warszawie decyzję o zakończeniu zatrudniania w sądach pracowników za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej.

    Takie zachowanie bezpośrednio kwalifikuje się jako naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Ministerstwo Sprawiedliwości jak również samo środowisko sędziowskie do tej pory nie podjęło działań mających ukarać winnych przekroczenia dyscypliny finansów publicznych. Asystenci, czy koordynatorzy prawni zarabiają zwykle nieco ponad 1600 zł na rękę. Nie budzi zatem zdziwienia, że często akta sądowe czy informacje z toczących się postępowań przedostawały się do publicznej wiadomości, skoro ich poufność zależała od osób opłacanych często gorzej niż sprzedawcy w osiedlowym warzywniaku.

    Źródło patologii.

    W środowisku sędziowskim są jednak jednostki wybitne, będące sędziami z powołania. Niestety, są traktowani jako zagrożenie dla całej kasty i nie mogą liczyć na awans zawodowy. Ten jest uzależniony od uzyskania poparcia Krajowej Rady Sądownictwa, troskliwie dobierającej kadry sądów wyższej instancji. Zdecydowana większość obecnych czołowych sędziów wywodzi się z okresu PRL. Dotyczy to głównie sądów wyższej instancji. Sądy niższej instancji są zdominowane przez nominacje z lat 90. XX wieku oraz asesorów sądowych pośpiesznie nominowanych na stanowiska sędziego. Lata 90. XX wieku w branży prawniczej charakteryzowały się dynamicznym rozwojem wolnych zawodów, przede wszystkim adwokatów oraz radców prawnych. To na wolnym rynku zarabiało się najwięcej. Absolwenci prawa, którym nie udało się dostać do korporacji, czy to adwokackiej czy radców prawnych, wybierali drogę kariery w sądownictwie. W ten sposób kadry sądownictwa zostały zasilone najsłabszymi prawnikami. Były to osoby najmniej kompetentne i najgorzej przygotowane do sprawowania funkcji publicznych. Kolejną fatalną decyzją kadrową było zamrożenie bieżących nominacji sędziowskich na rzecz osób dotychczas sprawujących funkcję asesora sądowego. Osoby, które nie były w stanie uzyskać nominacji sędziowskiej, z uwagi na konieczność wykorzystania ich kadrowo, były nominowane na stanowisko sędziego z pominięciem ich dokonań zawodowych. Dużo o środowisku sędziów mówią historie opowiadane przez adwokatów i radców prawnych pokazujące przykłady braku ich kompetencji. Pewien sędzia wypowiadający się publicznie na temat aktualnej linii orzeczniczej Sądu Najwyższego stwierdził, że w sądzie, w którym pracuje, dana linia orzecznicza Sądu Najwyższego „się nie przyjęła”. Niekompetencja nie jest cechą charakterystyczną tylko sądów w małych miejscowościach. Rok temu głośna była sprawa wydawania listów gończych w sprawach cywilnych przez sędziów z II Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego dla Warszawy – Mokotowa w Warszawie. Kilkoro sędziów tego wydziału w sprawach cywilnych, w sytuacji niemożności ustalenia adresu zamieszkania dłużników w sprawach o wyjawienie majątku, wydawało listy gończe (można to robić tylko w sprawach karnych). Proceder trwał kilka lat. Sędziowie bezprawnie pozbawiali ludzi wolności tylko dlatego, że nie można było zastać ich pod adresem zameldowania. Broniąc kolegów i koleżanek po fachu Sąd Okręgowy, jak również Krajowa Rada Sądownictwa zbagatelizowały sprawę nie wyciągając wobec winnych żadnych konsekwencji. Niektórzy ze sprawców nawet awansowali.

    Paweł Łukasiewicz

    Więcej w najnowszej "Polsce Bez Cenzury"

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031